Wrocław Maraton – 10.09.2017

Ostatni do Korony Maratonów Polskich. Zgłoszenie pierwszego dnia zapisów. Przygotowanie: 14 tygodni. Trening na minimalnie poniżej 3 godzin. Pogoda we Wrocławiu: pochmurno, około kilkunastu stopni.. Idealna. Miało być tak pięknie..

Jakieś 2 tygodnie przed maratonem zacząłem odczuwać lekki ból łydek. Tydzień przed, nieco mocniejszy. Przedostatni trening odpuszczony, ostatni zmieniony i nieco skrócony. Więcej serii wspięć na palce i przysiadów na jednej nodze oraz więcej czasu na rolce do masażu. Efekt: niewielki. Biec? Nie biec?

Pobiegłem. Choć to może nieco na wyrost powiedziane. Pierwsze 7-9 km poszło całkiem dobrze. Potem zacząłem kuleć. Zaraz po 10 km kilka osób w niedługich odstępach czasu zapytało czy wszystko ok. Sporo myśli przewija się w głowie: kontynuować? zejść z trasy? jak wrócić? Noga boli. Zwalniam wyraźnie, ale biegnę. Wzdłuż stacji odżywiania zwalniam do marszu, ale to tak jak zwykle do tej pory (ale inaczej niż planowałem tym razem). Po półmetku już wiem: trzeba będzie sporo przejść. Dosłownie i w przenośni. Kilka razy korzystam ze zmrażacza w punktach pomocy medycznej, z raczej mizernym skutkiem. Coraz więcej idę. Mijają mnie kolejne grupy z pacemakerami. Dopingują “nie zatrzymuj się”, “truchtaj”, “biegnij z nami”. Próbuję, jednak nie daję rady się z nimi utrzymać. Doping kibiców i pozostałych biegaczy jest bardzo budujący. Co mnie samego zaskoczyło, nie czuję się zły na siebie, ani nie jestem w złym humorze. Pomału do przodu, z każdym krokiem bliżej mety i zaliczenia ostatniego maratonu do Korony. Im bliżej mety, tym więcej widzę idących osób. Od kompensowania kontuzjowanej lewej nogi, zaczyna mnie boleć przód mięśnia czworogłowego nogi prawej. Meta coraz bliżej. Doping coraz liczniejszy. Utykając docieram na stadion. Meta. Spore wzruszenie, pomimo tego, że to najwolniejszy maraton w życiu. 4:28:11. Życiówki nie było, będzie Korona.

Co dalej? Który maraton następny? Nauczyłem się, że niemal 4,5 godzinny maraton może być dla mnie równie wartościowy i emocjonujący, co przebiegnięty w dużo szybszym czasie. Teraz trzeba wyleczyć kontuzje i wrócić do treningów. Jakich? W jakim układzie? Czas pokaże. A wrocławski maraton jeszcze na długo pozostanie w mojej pamięci.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s